Przyjazna ciemność
To był dzień jak co dzień. Pewne sprawy poszły znakomicie, inne dobrze, ale były i takie które nie dały mi radości. Przed północą położyłem się spać. Psotek przyszedł mnie obudzić płaczliwym miauknięciem. Nawet specjalnie się nie gniewałem, któż bowiem może wiedzieć o co chodzi kotu? W końcu zasnąłem, a marzenie senne pojawiło się od razu... To była ciepła, bardzo ciemna noc. Ale nie miałem problemów z odnalezieniem się w terenie. Wiedziałem że to okolica ul. Czarnieckiego, a kieruję w stronę jeziora Sajmino. W jakim celu idę? Wydawało mi się że do pracy. W pewnym momencie przestałem cokolwiek widzieć. Stanąłem w miejscu i poczekałem, aż moje oczy wychwycą fragmenty znajomego krajobrazu. Tu powinno być przejście, jakby dziura w siatce, tymczasem zauważyłem, że pod nogami mam stertę suporeksów i stoję na nich, około trzech metrów powyżej reszty terenu. Nie dziwiła mnie absurdalność tej sytuacji, byłem zrelaksowany, a otaczający mnie mrok wydawał się nawet przyjazny. ...